
Marek Gonzalez był jednym z ośmiu Polaków, którzy pół roku temu, 12 stycznia, znajdowali się na Haiti. Trzęsienie ziemi przeżył w Port-au-Prince, przez kilka dni był uważany za zaginionego. Udało mu się bezpiecznie dotrzeć do rodziny w Santo Domingo, ale już kilka tygodni później - zamiast wrócić do bezpiecznej Warszawy - jechał znowu na Haiti z pomocą humanitarną. Dzięki koleżance, Estelli Joseph, trafił do szkoły podstawowej w Carrefour, która zawaliła się podczas katastrofy. Przez kolejne 2 miesiące dzielnica Bertin i dom rodziny Joseph stały się jego domem.










