Fundacja Polska - Haiti

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
główna Wiadomości z Haiti Jestem objuczony jak Polska

Jestem objuczony jak Polska

Email Drukuj
Spis treści
Jestem objuczony jak Polska
Strona 2
Wszystkie strony

Fot. PAP Mouin chaje kon Lapologne - to powiedzenie na Haiti literalnie znaczy: "Jestem objuczony jak Polska", a w przenośni oznacza: "Mam już dość, ale nie poddam się"!

Młoda kobieta pokazuje światu zdjęcie, uchwycony może kilka dni wcześniej moment macierzyńskiej czułości. Rozpacz, która maluje się teraz na jej twarzy, wystarczy za każdy płacz. Na zdjęciu, które trzyma kobieta mały chłopiec tuli się do niej i z ufnością patrzy w obiektyw aparatu. Mój synek też się tak przytula i ma tyle samo lat. Miejsce, gdzie młoda Haitanka zostawiła swego syna, jest teraz kupą gruzu.

Nie mogę zapomnieć tych twarzy, choć ich nie znam i nigdy prawdopodobnie nie dowiem się, czy kobieta odnalazła swoje dziecko.

Trzymam kciuki i czekam na wieści o Polakach, którzy trzy dni temu znaleźli się w Port-au-Prince.

Tak więc jak wystarczy garstka naszych i nam podobnych, by sprawa stała się bardziej nasza, tak wystarczyło kilkuset legionistów, by Polska na Haiti stała się synonimem solidarności i surrealistycznego wcielenia w życie idei "za naszą i waszą wolność".

206 lat temu było inne trzęsienie ziemi na Haiti - uzyskanie wolności. Pierwsza czarna wolna republika na świecie, która wyprzedziła dekolonizację o 150 lat. Wtedy wbrew własnym planom garstka Polaków została rzucona na ziemię haitańską. Instynkt, wola przetrwania, poczucie sprawiedliwości i zwyczajna przyzwoitość sprawiły, że grupa Polaków stanęła po stronie walczących niewolników. Zaryzykowali śmierć, oskarżenie o zdradę i nieodwracalne oddalenie od swoich.

Trzęsienie ziemi sprzed kilku dni jest momentem, kiedy historia zatrzymuje się i przegląda w lustrze pamięci ludzkiej. Wydarzenia nabierają nowej wymowy. Cieszymy się obecnością naszych bliskich, doceniamy rosnący komfort naszego życia, smakujemy nieoczekiwany dar wolności i pokoju.

Dla nas oprócz sentymentalnego momentu refleksji nad sensem życia i jego kruchości jest okazja do przemyślenia tamtej symbolicznej obecności Polski przy krwawych narodzinach państwa haitańskiego. Jest też może moment na napisanie ciągu dalszego tej zapomnianej historii.

W czasie mojej wizyty na Haiti nie było rozmówcy, który by słysząc, że przyjeżdżam z Polski, nie wspomniał o legionistach z sympatią i nie spytał, czy już spotkałam "polone", czyli potomków tych żołnierzy. Nagabywana o to, czy w Polsce równie dużo mówi się o tym epizodzie ze wspólnej historii, spuszczałam oczy i mamrotałam, że niektórzy pamiętają, ale że to trochę daleko i że przechodzimy przez trudny okres transformacji, więc głowę mamy zajętą innymi sprawami. Nie chciałam ich rozczarować.

Dziś w Polsce historia ta wydźwignięta gigantycznym ruchem tektonicznym zobaczyła na nowo światło dzienne. Stało się to znów przy wielkim cierpieniu haitańskiego narodu. Czy pozwolimy sobie zapomnieć o tym, że gdzieś na zagubionej wyspie do dziś postrzegani jesteśmy jak bohaterowie, że tam pod gorącym słońcem tlą się jakaś nieokreślona sympatia i niesprecyzowane nadzieje kierowane do nas? Czy pozostawimy jak obcych dogorywające pokolenie tych, którzy o sobie mówią, że są Polakami o czarnej skórze?



 

Trzęsienie ziemi o sile 7 w skali Richtera, najsilniejsze od ponad 200 lat, nawiedziło Haiti 12 stycznia. Epicentrum wstrząsów znajdowało się 60 km od Port-au-Prince. Tysiące ludzi poniosło śmierć pod gruzami, dotychczas pochowano w zbiorowych mogiłach 70 tys. ofiar kataklizmu, ale władze obawiają się, że liczba zabitych może sięgnąć 200 tys. Co najmniej 250 tys. osób jest rannych, a 1,5 mln nie ma dachu nad głową.